Kto nam popsuł wukadkę?

Region

W ciągu kilkunastu tygodni krajobraz na linii WKD zmienił się nie do poznania. Wycięto pierwsze drzewa, na przystankach pojawiły się szpecące, żółte barierki. – Co dalej? Ekrany akustyczne? – pytają rozżaleni pasażerowie.

Od dłuższego czasu temat Warszawskiej Kolej Dojazdowej i tego, co dzieje się na jej szlaku, nie schodzi z ust mieszkańców naszego regionu. Wielu bardzo emocjonalnie reaguje na pojawienie się szlabanów i półrogatek na przejazdach, czy informacji o masowej wycince drzew jaką przewoźnikowi nakazał Urząd Transportu Kolejowego. Trudno się dziwić, bo „wukadka” od zawsze cieszyła się dużą sympatią, a wręcz sentymentem pasażerów. Bardzo punktualna, kursująca często, dobrze wszystkim znana, traktowana przez podróżnych niemal jak własny samochód, choć gdyby porównywać kolejkę do innego środka transportu najlepiej pasowałby tu tramwaj.

I pewnie dalej byłyby to pierwsze skojarzenia z wukadką, gdyby nie radykalne zmiany na linii. O tym, że krajobraz wokół WKD „wzbogaci” się o nowe zabezpieczenia, wiadomo było od dawna. Jednak dopiero teraz efekty widać gołym okiem. – Kto to wymyślił? Najpierw chcieli wycinać drzewa, teraz pogrodzili barierkami przystanki tak, że trudno się na nie dostać. Nie wspomnę o sznurach samochodów, które będą stać po kilkanaście minut przed przejazdem i czekać na otwarcie szlabanów. To istne szaleństwo. Komu dawna wukadka przeszkadzała? Wszystko przecież było dobrze, piesi nie ginęli na torach, kierowcy nie wpadali jeden za drugim pod pociągi. Co będzie dalej? Ekrany akustyczne na linii, która od lat przebiega prawie pod oknami domów i nikomu nie przeszkadza? – oburza się pan Łukasz. 

Pytanie „kto” odpowiada za „nowości” jest jednak źle postawione. WKD nie wprowadza ich bowiem z własnej inicjatywy. Co przewoźnika zmusza do takich kroków? Odpowiedź jest prosta: przepisy.

O co dokładnie pasażerowie mają pretensje? Uporządkujmy. Kontrowersje dotyczą dwóch przedsięwzięć, które WKD realizuje, aby wykonać nakazy wydane przez Urząd Transportu Kolejowego. Ten dotyczący pojawienia się szlabanów i półrogatek pojawił się już w 2013 roku. UTK podwyższył wówczas kategorie dla 20 przejazdów na całej linii Warszawskiej Kolei Dojazdowej, stwierdzając że nie spełniają one warunków technicznych i organizacyjnych zapewniających bezpieczne prowadzenie ruchu kolejowego. Nakazał tym samym montaż dodatkowych zabezpieczeń w postaci sygnalizacji świetlnej, półrogatek i szlabanów. Część z nich jest właśnie instalowana, a pokłosiem ich pojawienia się są labirynty żółtych barierek. Prowadzą one pieszych na peron dłuższą, okrężną drogą, a ustawione zostały w taki sposób, aby uniemożliwić wejście na przystanek trasą przez lata uczęszczaną i najbardziej naturalną.

Trudno dostać się na stację 
Burza rozpętała się szczególnie w Otrębusach, gdzie zółte wygrodzenia wręcz utrudniają dostanie się na stację. 

– Ta inwestycja nie ma nic wspólnego z bezpieczeństwem, jest totalnie nieprzemyślana i wygląda koszmarnie. Nie wyobrażam sobie nikogo, kto śpiesząc się na kolejkę, będzie schodził na dół, a następnie wchodził na górę na peron, nie wspominając o nabyciu biletu w kiosku, do którego dostęp został znacznie ograniczony. Wejście na stację powinno zostać otwarte, w przeciwnym razie, nie mam co do tego wątpliwości, prędzej czy później skończy się to tragedią – ocenia pani Magdalena.

Przepisy i postanowienia
Warszawska Kolej Dojazdowa tłumaczy działania przepisami i koniecznością wykonania postanowień i zaleceń pokontrolnych UTK. 

– Ustawienie wygrodzeń ma na celu uporządkowanie strumieni ruchu drogowego i pieszego w obrębie przejazdu kolejowego, w szczególności kierowanie strumieni ruchu pieszych w lokalizacje zabezpieczone półrogatkami, w sposób uniemożliwiający nieuprawnione wejście na przejazd kolejowy podczas przejazdu pociągu. W przypadku obiektów przejazdowych kategorii B wyposażonych w półrogatki strumienie ruchu pieszego w relacji peron-przejście przez przejazd muszą zostać poprowadzone w taki sposób, aby urządzenia zabezpieczające nieuprawnione przekraczanie przejazdu kolejowego w równym stopniu obejmowały zarówno uczestników ruchu drogowego, jak i pieszego – tłumaczy Krzysztof Kulesza, rzecznik prasowy WKD. – Nadrzędnym celem jest poprawa bezpieczeństwa wszystkich uczestników ruchu drogowego i pieszego w obrębie przejazdu kolejowego – dodaje.

Identyczny argument pada w uzasadnieniu innej decyzji Urzędu Transportu Kolejowego. Chodzi o głośną wycinkę drzew rosnących w odległości mniejszej niż 15 metrów od osi torów kolejki. Pod topór miałoby trafić nawet 2 tysiące okazów. Przeciw takim działaniom wspólnie protestują zarówno lokalne samorządy, jak i mieszkańcy. Na stronie kolejnadrzewa.pl petycję o zaprzestanie przygotowań do wycinki podpisało ponad 3,6 tys. osób.

Czekanie na decyzję 
Teoretycznie przewoźnik ma czas do końca lutego przyszłego roku na przeprowadzenie prac i realizację nakazu Urzędu Transportu Kolejowgo. Jest jednak szansa, że nie będzie musiał tego robić. Najpóźniej w poniedziałek, 30 listopada, powinniśmy poznać decyzję UTK w sprawie odwołania jakie złożyła WKD. Mowa w nim o ograniczeniu wycinki tylko do tych drzew, które stanowią realne zagrożenie ze względu na zły stan zdrowotny. Pozostałe mogłyby ocaleć. 

Jakiej decyzji możemy oczekiwać? Jak informuje Piotr Dziubak, rzecznik prasowy Urzędu Transportu Kolejowego, postępowanie jeszcze trwa. O tym czego możemy się spodziewać nie chce mówić też Krzysztof Kulesza. – Nie otrzymaliśmy jeszcze decyzji. Po jej otrzymaniu będziemy analizować dalszy scenariusz – podkreśla.

  •  
  •  
  •  
  •   
  •  
  •  

Byłeś świadkiem wypadku? Stoisz w gigantycznym korku? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie? Poinformuj o tym innych mieszkańców Pruszkowa, Grodziska i okolic. Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.