Reklamy rozpraszają kierowców, ale nikt ich nie usuwa

Region

Najczęściej są brzydkie, nierzadko ustawione nielegalnie i na dodatek rozpraszają uwagę kierowców. Komu zatem potrzebne są reklamy przy drogach?

Trudno dzisiaj wyobrazić sobie życie bez reklam, są one dosłownie wszędzie, zwłaszcza przy każdej większej drodze. Najgorzej w naszym regionie pod tym względem jest chyba przy drodze wojewódzkiej 719. Reklamy karczm i restauracji, sklepów, wszelkiego typu usług, a ostatnio również szyldy wyborcze. Często projektowane są przez amatorów, którzy wyznają zasadę: im więcej kolorów i krojów czcionki, tym lepiej. Chociaż kierowcy zaklinają się, że nie zwracają na nie uwagi, to jednak wiadomo, że reklamy potrafią rozpraszać.

– Oczywiście, że jadąc autem patrzę się na drogę i to, co dzieje się wokół mnie, ale siłą rzeczy jestem zmuszony zerkać również na reklamy. Ich kolorystyka jest czasem tak jaskrawa, że nawet gdy człowiek nie chce, to i tak jest zmuszony do spojrzenia, a przy tym znacznie trudniej jest dostrzec w ich gąszczu znaki drogowe – mówi pan Paweł, który codziennie dojeżdża trasą 719 z Podkowy Leśnej do pracy, do Warszawy.

Nowość czyli telebimy

Ostatnio w naszym regionie pojawiły się także telebimy wyświetlające reklamy. Tak jest m.in. w Pruszkowie i Grodzisku Maz. Czy się sprawdzają, trudno powiedzieć, wiadomo natomiast, że są najbardziej niebezpieczne ze wszystkich reklam. –  Do tej pory nie spotkaliśmy się ze skargami ze strony kierowców dotyczącymi reklam, jednak jeśli tylko taki problem się pojawi na pewno będziemy reagować. Z doświadczenia wiemy, że najbardziej niebezpieczne, czyli rozpraszające kierowców, są właśnie reklamy świetlne – mówi Katarzyna Zych, rzecznik prasowy Powiatowej Komendy Policji w Grodzisku Maz.   

Wszystko jest pod kontrolą

– Przy projektowaniu i rozmieszczaniu reklam przy drogach wojewódzkich (w tym przy drodze wojewódzkiej 719) obowiązują pewne zasady, o których należy pamiętać. Są to m.in.: zachowanie minimum 20 metrów odległości od istniejących znaków drogowych, zachowanie minimum 50 metrów odległości od skrzyżowań, kolorystyka tablic nie może być odzwierciedleniem kolorystyki używanej dla znaków drogowych. Jak wykazywały kontrole przeprowadzane przez Ruch Drogowy Grodzisk Mazowiecki, przeważająca część reklam przy drodze wojewódzkiej nr 719 znajdowała się poza pasem drogowym. Reklamy, które zostały umieszczone bez zezwolenia zarządcy drogi są usuwane na bieżąco – po przeprowadzeniu określonej procedury, czyli ustaleniu właściciela nielegalnej reklamy, jego adresu (co nie jest takie łatwe) i wezwaniu go do usunięcia reklamy w określonym terminie. Po jego upływie, zarząd drogi usuwa reklamę własnymi siłami, a kosztami obciąża właściciela. Niestety nowe nielegalne reklamy pojawiają się natychmiast po usunięciu poprzednich – informuje Monika Burdon, rzecznik prasowy Mazowieckiego Zarządu Dróg Wojewódzkich.

Za reklamy grożą kary

O tym, jak trudna jest czasem walka z nielegalnymi reklamami wiedzą urzędnicy Starostwa Powiatowego w Pruszkowie, którzy w zeszłym roku próbowali zrobić porządek na drogach, ale mieli problemy z ustalaniem właścicieli.

Tymczasem za nielegalne umieszczenie reklamy w pasie drogowym grozi kara w wysokości: ok. 9 zł przy drodze gminnej, ok. 15 zł przy drodze powiatowej, od 20 do 30 złotych w zależności od formatu reklamy przy drodze wojewódzkiej i od 40 do 400 złotych przy drodze krajowej za 1 metr kwadratowy terenu dziennie. Jednak dla firm z branży reklamowej taki wydatek to niewielki koszt w porównaniu z osiąganymi zyskami.
Przydrożne reklamy to jednak nie samo zło. Te ustawione legalnie są źródłem pokaźnych wpływów do budżetów zarządców dróg.

– W kwestii ilości reklam zarządca drogi nie ma określonych limitów, a w przypadku spełnienia przez wnioskodawcę  wszystkich zasad i stwierdzeniu, iż dana reklama nie zagraża bezpieczeństwu ruchu drogowego zarządca nie ma podstaw do odmowy wydania zezwolenia. Należy pamiętać, iż określone zasady dotyczą pasa drogowego, natomiast na terenie przyległym do pasa drogowego (działki prywatne) zarządca drogi nie ma żadnych uprawnień co do ilości i jakości znajdujących się tam reklam – tłumaczy Monika Burdon.

Jak to się robi na zachodzie?

W Polsce jest ok. 110 tys. legalnych reklam, z czego w samej Warszawie – ok. 20 tys. Największy billboard ma powierzchnię 164 m kw. Dla porównania: w Paryżu jest ich niespełna 2 tys. i mogą mieć maksymalnie 8 m kw. w strefie centralnej i 12 m kw. poza tą strefą.

W USA, w celu ochrony krajobrazu miejskiego, w niektórych stanach w ogóle zakazano zamieszczania billboardów, tak jest m.in. na Alasce i Hawajach. W Niemczech o ilości, powierzchni i miejscu zamieszczenia reklamy decyduje Rada Gminy. Jeśli ktoś przekroczy te ustalane odgórnie limity – zostanie ukarany.

Również i w Polsce funkcjonuje urząd plastyka miejskiego, który teoretycznie powinien dbać o wizualny porządek przestrzeni publicznej. W praktyce jednak, mają niewielki wpływ na wszechobecną pstrokaciznę.

Będzie coraz gorzej?

Wszystkie reklamy, które pojawiają się przy drogach, muszą być zamieszczone za zgodą zarządcy dróg, niestety we własnych ogródkach czy na działkach właściciele nadal mogą szpecić przestrzeń publiczną pstrokatymi reklamami. Dopóki gust i mentalność ludzi się nie zmieni, dopóty będziemy skazani na widok jaskrawych szyldów, obklejonych krasnali ogrodowych i pomników z opon samochodowych, które zamiast spełniać swoją funkcję reklamową irytują i dekoncentrują uwagę na drodze.

  •  
  •  
  •  
  •   
  •  
  •  

Byłeś świadkiem wypadku? Stoisz w gigantycznym korku? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie? Poinformuj o tym innych mieszkańców Pruszkowa, Grodziska i okolic. Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.