Boją się mieszkać we własnym domu

Region

Krystyna i Roman Góreccy są rodowitymi mieszkańcami Pruszkowa. Tu się poznali, pobrali i tu od 20 lat mieszkają na parterze budynku przy ul. Łączniczek Armii Krajowej. Teraz boją się tam mieszkać. W suficie są dziury, cieknie woda, sypie się gruz. Władze miasta deklarują pomoc i wskazują lokale zastępcze w podobnym stanie.

O przyznanie mieszkania zastępczego rodzina stara się od 25 lat. – Jeszcze jak byłam w ciąży, chodziłam do urzędników z wydziału lokalowego z prośbą o przyznanie mieszkania zapewniającego minimum komfortu. Bezskutecznie. Kazano czekać – mówi pani Krystyna. Przez 25 lat takiego czekania Góreccy wychowali córkę i doczekali się wnuczka.

Gdy gruz sypie się na głowę
Parę miesięcy temu zaczęli bać się o swoje bezpieczeństwo, bo z sufitu zaczął sypać się gruz. Codziennie zaglądają do lokalu nad ich mieszkaniem. Obecnie jest to pustostan z walącym się sufitem i pękającymi ścianami. Przez nieszczelny dach, gdy tylko popada, woda leje się ciurkiem. Podłoga pustostanu i jednocześnie sufit mieszkania Góreckich grozi zawaleniem.

– Sytuacja jest tragiczna. Nie dajemy rady zbierać gruzu, jaki spada na podłogę na pierwszym piętrze, obciążając nasz sufit. Boimy się najgorszego, że to wszystko runie – mówi pan Roman. Obawiając się zawalenia stropu w niezamieszkanym lokalu, zrobił prowizoryczne podpory. Pierwszy stempel postawił dwa lata temu, drugi – w marcu.

My państwu pomożemy
Sytuacja pogorszyła się po poprzedniej zimie. Pani Krystyna znów poszła do prezydenta Jana Starzyńskiego i opowiedziała o dramacie. Włodarz odesłał ją do nadzoru budowlanego. Ten przysłał specjalistów: obejrzeli mieszkanie na pierwszym piętrze i stwierdzili, że jego stan jest zły.

Pani Krystyna poszła też do wiceprezydenta Andrzeja Królikowskiego. Przedstawiła sytuację, pokazała zdjęcia. Gdy powiedział: „My państwu pomożemy”, nabrała nadziei. Straciła ją, gdy zobaczyła zaproponowane im mieszkania.

Z deszczu pod rynnę
Lokal przy ul. Narodowej był w jeszcze gorszym stanie. – Drzwi balkonowe się nie domykały i były spięte drutem. W oknach brakowało szyb. Podłoga była zgniła i sparciała. Na ścianach widać było wilgoć – opowiada pani Krystyna. – Odmówiliśmy tego lokalu.

Prezydent Starzyński wskazał następny. Tym razem na ul. Majowej. Był niewiele lepszy: szyby w oknach niekompletne, popękane ściany, wszechobecna wilgoć.

Bierz i nie grymaś
Zapytaliśmy włodarzy Pruszkowa, jakie są szanse na jak najszybsze zapewnienie Góreckim lokalu zastępczego, nadającego się do zamieszkania. W odpowiedzi sygnowanej przez wiceprezydenta Andrzeja Królikowskiego czytamy: „Pani Krystyna Górecka nie była zainteresowana wskazanymi lokalami oraz ich remontem, jak również lokalizacją i standardem budynków, w jakich się znajdują”.
To prawda – Góreccy nie przyjęli tych mieszkań, bo nie chcą mieszkać w takich warunkach, jak obecnie.

Jak kula u nogi
Góreccy czują się jak niechciani petenci stwarzający problemy. – Dlaczego oferuje się nam mieszkania w tak złym stanie? Nie oczekujemy pałacu, tylko lokalu, w którym da się zamieszkać  – żali się pani Krystyna. Mimo to Góreccy wierzą, że mieszkanie dla nich znajdzie się jeszcze przed zimą. Chodzi tylko o to, by okna były całe, nie pękały ściany i nie było wilgoci.

Prezydent obiecuje pomoc
Kilkanaście dni temu, po kolejnej wizycie pani Krystyny u prezydenta Starzyńskiego, pojawiła się nadzieja. – Prezydent po raz pierwszy spojrzał na mnie jak na człowieka. Porozmawiał, wysłuchał i obiecał pomoc w znalezieniu mieszkania – mówi pani Górecka.

Wiemy, że lokali zastępczych jest mało, a chętnych i potrzebujących wielu. Mamy jednak nadzieję, że prezydenckie obietnice zostaną spełnione.

  •  
  •  
  •  
  •   
  •  
  •  

Byłeś świadkiem wypadku? Stoisz w gigantycznym korku? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie? Poinformuj o tym innych mieszkańców Pruszkowa, Grodziska i okolic. Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.