Ogródek niezgody

Region

W ubiegłym roku w Malichach przy ul. Raszyńskiej powstał klub malucha.Pani Elżbieta Sybilska wpadła na pomysł stworzenia miejsca, gdzie matki nie uczęszczających do przedszkoli dzieci, za stosowną odpłatnością, mogłyby na kilka godzin dziennie pozostawić swoje pociechy pod fachową opieką, a w tym czasie zająć się czymś innym. Załatwić  sprawę w urzędzie, wybrać się do fryzjera, albo na zakupy.

Idea godna pochwały

Aby wcielić pomysł w życie pani Elżbieta wynajęła niewielki drewniany domek z ogródkiem, wystąpiła o stosowne zezwolenie na działalność gospodarczą i przystąpiła do realizacji przedsięwzięcia. Uporządkowała posesję, dostosowała pomieszczenia w domku, w ogródku ustawiła zjeżdżalnie i huśtawki. 

– Opiekuję się swoim dzieckiem, więc pomyślałam, że mogę zaopiekować się również kilkorgiem pociech innych matek – wyjaśniała pani Elżbieta w trakcie spotkania z władzami miasta Pruszkowa.  Jestem nauczycielem i pedagogiem, mam praktykę i odpowiednie kwalifikacje oraz doświadczenie.

Wymyśliła też dość ambitny program zajęć dla swoich podopiecznych. Dzieci miały uczestniczyć w zabawach, zajęciach z rysowania i ceramiki (?), rytmiki, gry na keyboardzie. W soboty i niedziele miało być czytanie bajek i teatrzyk dla dzieci. Rodzice w tym czasie mogli poznać się bliżej, porozmawiać, napić się kawy. Pierwsza inauguracyjna impreza odbyła się w połowie sierpnia, a klub malucha rozpoczął swoje działanie z początkiem września ubiegłego roku.

Hałas przeszkadza sąsiadom

W jakiś czas później okazało się, że działanie klubu zaczyna przeszkadzać sąsiadom, mieszkańcom najbliższych posesji. Jak wiadomo bawiące się dzieci hałasują. I ten właśnie hałas stał się główną przyczyną i zarzewiem sąsiedzkiego konfliktu, który trwa i nasila się od kilku dobrych miesięcy. Sąsiedzi twierdzą, że działalność klubu prowadzonego przez Panią Elżbietę zakłóca im spokój i wypoczynek, a krzyki bawiących się dzieci, uniemożliwiają normalną egzystencję i mieszkanie w godnych warunkach.

– To nasze niezbywalne prawo nabyte – mówi pan Wojciech Skolniak, jeden z najbliższych sąsiadów klubu. Przeprowadziłem się z Warszawy do Malich właśnie po to, aby mieć ciszę i spokój. Przed podjęciem decyzji o zakupie domu konsultowałem warunki w pruszkowskim Wydziale Architektury. Zapewniano mnie, że nie będzie tu żadnej uciążliwej działalności. Tak zresztą wynikało z uchwalonego planu zagospodarowania przestrzennego, obowiązującego na tym obszarze.  To są moje prawa nabyte. I nie chcę, czegoś nadzwyczajnego, tylko tego, aby tego prawa przestrzegano.

Kilku innych sąsiadów myśli podobnie. Powołali nawet specjalny „Komitet Mieszkańców Poszkodowanych Działalnością Prowadzoną przy Raszyńskiej 1”. Protestowali, interweniowali w straży miejskiej, u radnych, u władz miasta. Rozsyłają pisma i skargi do prezydenta miasta, Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, do mediów.

Konflikt przybiera na sile

Mieszkańcy Malich podzielili się na dwa obozy. Zwolennicy działalności klubu zebrali ok. 160 podpisów popierających jego działalność. Uważają, że jest potrzebna, a inicjatywa pani Elżbiety godna pochwały i wsparcia. Protestujących sąsiadów nazywają pieniaczami. Z drobnej z pozoru sprawy zrodził się ostry sąsiedzki konflikt.

Mediacje nie odniosły skutku

Władze miasta Pruszkowa zaproponowały obu stronom pomoc w rozwiązaniu problemu w formie  mediacji. Zaprosiły po pięć osób z każdej ze skonfliktowanych grup mieszkańców. Zakładając, że spór może być dość intensywny i trudny do rozstrzygnięcia, reprezentacja władz (wliczając radnych, urzędników i przedstawiciela straży miejskiej) stawiła się w sile… dziesięciu osób. Niestety, ani ponad dwugodzinna prezentacja argumentów polegająca głównie na wytykaniu błędów i złej woli stronie przeciwnej, ani wysiłek władz miejskich występujących w roli mediatorów, nie doprowadziły do spodziewanej ugody.

Nikłą nadzieją na rozwiązanie konfliktu jest deklaracja o podjęciu dalszych, bezpośrednich rozmów mających na celu jego załagodzenie. Czy możliwe jest znalezienie takiej formuły działania klubu, aby satysfakcjonowała obie strony?

Czy rozmowy doprowadzą do jakiegoś konsensusu?

Obserwując przebieg spotkania odnoszę wrażenie, że niestety nie. Dopóki obie strony będą twardo bronić swoich stanowisk i racji, nie widzę najmniejszych szans na wyjście z impasu i  zażegnanie konfliktu.

  •  
  •  
  •  
  •   
  •  
  •  

Byłeś świadkiem wypadku? Stoisz w gigantycznym korku? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie? Poinformuj o tym innych mieszkańców Pruszkowa, Grodziska i okolic. Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.