Radni nie chcą pomóc mieszkańcom Malich

Region

W Malichach w wynajętym domu z ogródkiem powstał Klub Malucha.Działalność klubu miała polegać na prowadzeniu dziennej opieki nad kilkorgiem dzieci. Po kilku miesiącach okazało się, że klub malucha przekształcił się w klub towarzyski i ogródek jordanowski. Muzyka i głośne zachowanie uczestników organizowanych na terenie posesji spotkań, zaczęło przeszkadzać okolicznym mieszkańcom, którzy wystąpili do władz o cofnięcie zgody na uciążliwą działalność.

Komitet Mieszkańców Malich cichego, spokojnego zakątka, jednorodzinnych Malich zawiązał się w dlatego, że przestało tam być cicho i spokojnie. Pozornie niegroźny pomysł urządzenia Klubu Malucha w wynajętym domu z ogrodem stał się dla pobliskich mieszkańców udręką nie do zniesienia.

– Miała być opieka dzienna nad kilkorgiem dzieci – mówią – a mamy tu obecnie ogród jordanowski, klub towarzyski i dom imprez dla mieszkańców pobliskiego osiedla Czarnieckiego, nie należącego już do Pruszkowa. Najgorzej jest latem i przy dobrej pogodzie, bo ta działalność klubowo-rozrywkowa odbywa się codziennie wieczorami w ogrodzie i zakłóca spokój całej okolicy. Prawo miejscowe na prowadzenie tu takiej działalności nie pozwala. Ale co z tego, skoro od siedmiu miesięcy żadna z powołanych do tego instytucji nie czuje się władna do wyegzekwowania tego prawa!

Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego, do którego skargę złożyli mieszkańcy dokładnie pół roku temu, rozpatrzył ją dopiero po czterech miesiącach. Minęły kolejne dwa, zanim sprawę ewidentnego oszustwa w dokumentach przekazał do prokuratury. Ale prowadzenia działalności nie zakazał.

– Prośbę o pomoc, skierowaliśmy do miejskich radnych, którzy te prawa ustanowili – opowiada pan Antoni – A że radny Henryk Wacławek, przewodniczący rady miejskiej jest mieszkańcem Malich, więc jako jego wyborcy mieliśmy szczególne prawo oczekiwać zrozumienia. Skończyło się na kurtuazyjnych zapewnieniach, że odpowiednie komisje rady zajmą się sprawą. Do dzisiaj się nie zajęły, a my nie otrzymaliśmy nawet odpowiedzi na złożone jesienią pismo.

– Nie daliśmy za wygraną i miesiąc temu poszliśmy do rady po raz drugi. Teraz z zażaleniem na jej bezczynność – mówi pan Wojciech. – Przyjął nas tym razem wiceprzewodniczący rady Kazimierz Mazur. Jako radny innego okręgu wyraźnie nie czuł się naszym elektem. Argumentów o niezgodności działalności z miejscowym prawem w ogóle nie chciał słuchać. Szermował hasłem „wyższej konieczności”, mając na myśli działalność dla dzieci, ale nie bardzo docierało do niego, że mówimy o różnych sprawach. W końcu zaproponował nam… negocjacje. Tak jakby przestrzeganie prawa mogło podlegać negocjacjom. Co ciekawsze, radny jest przedstawicielem partii, która prawo i jego przestrzeganie ma w nazwie i na sztandarach!

– Rozmawialiśmy również z innymi radnymi – włącza się do rozmowy pani Wiesława. Jedyne, co potrafili, to zasłonić się informacją, że sprawę rozpatrzy PINB. Albo to zwykła indolencja panów radnych, albo ucieczka od odpowiedzialności. PINB nie rozpatruje bowiem działalności prowadzonej w ogrodzie, a właśnie ta najbardziej nam przeszkadza. To leży w gestii władz miejscowych. A radni albo są nieporadni, albo takich udają, bo im z tym wygodnie? Całkowicie wyleczyli nas z wiary, że są przedstawicielami swoich wyborców. Naszych głosów już nie dostaną.

  •  
  •  
  •  
  •   
  •  
  •  

Byłeś świadkiem wypadku? Stoisz w gigantycznym korku? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie? Poinformuj o tym innych mieszkańców Pruszkowa, Grodziska i okolic. Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.