Historyczny mur Dulagu psuł widok na stację benzynową!

Region

To skandal i totalny brak wyobraźni - tak najkrócej można określićwyburzenie ok. 150 metrów historycznego muru okalającego pruszkowski Dulag. Inwestorowi (Grupa Pegas) mur zasłaniał nowo wybudowaną stację paliw, więc go po prostu zburzył.

Obóz przejściowy, Dulag 121, to miejsce uświęcone martyrologią 650 tysięcy mieszkańców Warszawy i jej najbliższych okolic, którzy po upadku Powstania Warszawskiego wysyłani byli stąd do obozów zagłady i na przymusowe prace do III Rzeszy. Co roku na początku października obchodzone są uroczystości poświęcone upamiętnieniu ofiar pruszkowskiego obozu. Tegoroczne obchodzone były szczególnie podniośle. W obchodach wzięły udział delegacje reprezentujące urząd Prezydenta RP, senatorowie i posłowie, delegacja władz Warszawy i Wojewody Mazowieckiego, władze Powiatu Pruszkowskiego i miasta Pruszkowa, delegacje władz gmin powiatu pruszkowskiego, a także kombatanci i liczni mieszkańcy. A wszystko to z racji podpisania i uroczystego wmurowania aktu erekcyjnego pod mające w tym miejscu powstać Muzeum Dulagu 121.

Tym bardziej dziwić powinien fakt dokonania rozbiórki fragmentu muru, będącego eksponatem i materialnym dowodem tragicznych wydarzeń sprzed 65 lat!

Poprzednio w tym miejscu była stacja dystrybucji gazu oraz rozlewnia paliwa gazowego, ale jej mur nie przeszkadzał. Samochody wjeżdżały i wyjeżdżały tą samą, jedną bramą. Nowej stacji paliw mur zasłaniał widok na logo umieszczone na wiacie, więc został po prostu rozebrany. Podobno w zgodzie (?) z obowiązującymi przepisami prawa.

„(-) Na budowę w tym miejscu stacji paliw zgodziło się starostwo powiatu pruszkowskiego. Władze Pruszkowa również patrzą na nią przychylnym okiem. – Stacja paliw powstała na terenie prywatnym, gdzie wcześniej była rozlewnia gazu, która zagrażała okolicy – podkreśla wiceprezydent miasta Andrzej Kurzela. Przekonuje, że stacja Grupy Pegas nie uszczupliła pozostałości po Dulagu 121: – Mur nie był przecież pod ochroną. A wieżyczka być może wcale nie jest związana z działalnością niemieckiego obozu, tylko ochroną zakładów.” – informowała Gazeta Stołeczna w wydaniu z 22 grudnia ub.r.

Sprawdziliśmy. Na budowę stacji tak, na rozbiórkę muru – nie. Gdyby tak było, firma powinna uzyskać zgodę starostwa na rozbiórkę ogrodzenia. Starostwo takiej zgody nie wydawało, co więcej, nikt o nią nie występował! I to na przestrzeni ostatnich trzech lat! Wniosek jest jeden. Samowolka.

Historycznego ogrodzenia nie chronił status zabytku, bo podczas sporządzania rejestru zabytków w 1999 roku mur nie został do niego wpisany. Do rejestru wpisano wówczas m.in. fragment bocznicy kolejowej, pomnik ofiar obozu, bramę i fragment muru z napisem: „Tędy przeszła Warszawa”, trzy wieżyczki strażnicze i bunkier wartowniczy. Tak przynajmniej tłumaczy rzecznik Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków p. Monika Dziekan. Dlaczego nie znalazł się tam mur już nie jest pewna… Być może przez przeoczenie? Podobnie jak sąsiadująca z nim i położona tuż obok wieżyczka strażnicza, na której bezmyślnie umieszczono kamery monitoringu skierowane na dystrybutory z paliwem. Sprawa jest bulwersująca tym bardziej, że zdarzyła się w czasie, gdy wszyscy żywo mamy w pamięci, kradzież napisu „Arbeit macht Frei” znad bramy obozu zagłady w Oświęcimiu. I w jednym i w drugim przypadku przeważyła chęć zysku, ważniejsza nawet od uszanowania pamięci tragicznej przeszłości. Sprawa kradzieży jest aktualnie wyjaśniana. Oczekujemy na wyjaśnienie okoliczności samowolnej rozbiórki.

  •  
  •  
  •  
  •   
  •  
  •  

Byłeś świadkiem wypadku? Stoisz w gigantycznym korku? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie? Poinformuj o tym innych mieszkańców Pruszkowa, Grodziska i okolic. Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.