Dochodzenie w sprawie wycieku danych umorzone

Region

W dniu 7 stycznia ubiegłego roku mieszkaniec Komorowa znalazł w pobliżujednego ze sklepów, w zamarzniętym na chodniku błocie, pendrive’a. Po podłączeniu do komputera ze zdziwieniem stwierdził, że zawierał on… ponad cztery tysiące plików zarchiwizowanych akt trzech prokuratur: pruszkowskiej, warszawskiej i rzeszowskiej.

Kłopotliwe znalezisko

Tysiące danych z setek spraw prowadzonych przez te prokuratury: dane o aktualnym stanie postępowań, zarzutów i oskarżeń, dane osobowe osób podejrzanych, a także informacje o stanie ich zdrowia (w tym psychicznego), statusie majątkowym, o prowadzonych postępowaniach sądowych, o powołaniu biegłych, itp. Spora część dokumentów dotyczyła głośnych spraw prowadzonych w latach ubiegłych, a wówczas jeszcze nie rozstrzygniętych przez sądy.

Uczciwy znalazca, który w pierwszym odruchu miał zamiar odwieźć gadżet do pruszkowskiej prokuratury (w której, jak się domyślał najprawdopodobniej pracował ktoś, kto był właścicielem zagubionego urządzenia) doszedł jednak do wniosku, że jego altruizm może spotkać się z brakiem zrozumienia i nadmierną dociekliwością firmy zatrudniającej właściciela zguby. I okazuje się, że jego wniosek był nad wyraz słuszny…

Sprawa nabiera rozgłosu

Uczciwy znalazca zawiadomił o fakcie Gazetę Wyborczą. Informacja trafiła na łamy już nazajutrz i spowodowała zainteresowanie się sprawą mediów elektronicznych. Sprawa nabrała odpowiedniego rozgłosu. Zakłopotani przedstawiciele instytucji będącej właścicielem urządzenia, indagowani przez dziennikarzy ad hoc sformułowali najprostsze wyjaśnienie, jakie im wpadło do głowy. Pendrive’a nikt z pracowników prokuratury nie mógł zgubić, bo takich rzeczy zgodnie z obowiązującymi procedurami wynosić na zewnątrz się nie powinno, więc urządzenie zostało prokuraturze skradzione, co więcej że w sprawie tej kradzieży zgłoszone zostało „obszerne doniesienie na policji”. I tu już nieco przesadzili. Bo świadomi posądzenia o nierzetelność dziennikarską, przed publikacją naszego materiału pozwoliliśmy sobie informację sprawdzić u źródła. Do 12 stycznia (5 dni po fakcie) do pruszkowskiej policji takie zgłoszenie nie wpłynęło. Zachodziliśmy w głowę, kto i w jaki sposób śmiał okraść prokuraturę i jak pendrive znalazł się w kupie śniegu akurat pod sklepem w Komorowie? Szef pruszkowskiej prokuratury p. Piotr Romaniuk zapowiedział, że dysponujący zgubioną dokumentacją zostanie ukarany z całą surowością, bo rzecz taka nie powinna się zdarzyć. To, że nie powinna, akurat wiedzieliśmy, wiec niczego specjalnie odkrywczego wypowiedź Prokuratora Rejonowego do sprawy nie wnosiła, poza pewną delikatną sugestią, że on sam, jako administrator zbioru wyciekłych danych osobowych do winy się nie poczuwa.

A jednak czasem się wynosi

Nieco bardziej oświecił nas Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie p. Mateusz Martyniuk, stwierdzając, że wynoszenie danych, i owszem zdarza się, związane jest z natłokiem pracy, którą w ramach obowiązków służbowych muszą wykonywać prokuratorzy. Ów natłok jest tak ogromny, że część pracy muszą wykonywać, po godzinach, w domu. Oczywiście danych takich mają obowiązek „pilnować jak własnej cnoty”– co, jak powszechnie wiadomo nie jest zadaniem ani prostym, ani zbyt łatwym.
Mając już jaką taką wiedzę, wyraziliśmy żal nad losem pracowników prokuratury, którzy przeciążeni pracą ponad miarę, zmuszeni są jeszcze dodatkowo pracować po domach. Ubolewaliśmy również z powodu seryjnego pecha kogoś, kto nie dość, że gadżet utracił, to jeszcze uczciwy znalazca urządzenia postanowił zwrócić go prawowitemu właścicielowi, wyrządzając mu tzw. niedźwiedzią przysługę. Powodowani zwyczajnym ludzkim współczuciem życzyliśmy pracownikom prokuratury równie dobrego jak dotąd samopoczucia oraz dużo więcej szczęścia w rozpoczynającym się właśnie nowym 2010 roku. Dziś z satysfakcją możemy stwierdzić, że nasze życzenia się spełniły…

Ruszyła machina sprawiedliwości

Tak, czy owak wrażliwe dane z prokuratury wyciekły i okoliczności tego wycieku trzeba było wyjaśnić. Sprawa trafiła do Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście, która zmuszona była rozpocząć dochodzenie w sprawie udostępnienia lub umożliwienia dostępu do danych osobowych przez asesora Prokuratury Rejonowej w Pruszkowie oraz administrującego zbiorem tych danych Prokuratora Rejonowego. Fakt utraty urządzenia i jego okoliczności zbadane zostały wszechstronnie i wnikliwie, co pozwoliło na wydanie już po 11 miesiącach, z końcem listopada ub. roku, postanowienia o umorzeniu postępowania w obu sprawach. Do utraty urządzenia doszło w budynku Prokuratury w Pruszkowie na skutek kradzieży niezawinionej przez jego właściciela. Nie stwierdzono – czytamy w uzasadnieniu – by zaniedbał on należytych środków ostrożności. Po poddaniu dokładnej analizie stosowanych środków zapewniających ochronę pomieszczeń służbowych, nie stwierdzono okoliczności wskazujących na nieprawidłowości w tej dziedzinie. Brak jest jakichkolwiek podstaw do przyjęcia, że asesor „nie dopełnił obowiązku zabezpieczenia pendrive’a, mogąc choćby przypuszczać czy przewidzieć jego kradzież”. Również w stosunku do administratora danych, Prokuratora Rejonowego „nie występują elementy umyślnego lub nawet nieumyślnego naruszenia normy prawnej”.

Czyli krótko mówiąc nikt nie zawinił, wszystko było w najlepszym porządku. Asesor pilnował danych jak cnoty, prokurator rejonowy dbał o ich bezpieczeństwo, firma ochroniarska monitorowała i zabezpieczała. Tylko cacuszko wcięło.

Zapłaci podatnik

To Salomonowe rozstrzygnięcie zupełnie mnie nie zaskoczyło, było do przewidzenia. Byłbym szczerze zdziwiony, gdyby było inaczej. Ba, nie wiedziałbym nawet o nim, bo przecież prokuratury nie mają zwyczaju informowania mediów o swoich postanowieniach, gdyby nie list do redakcji od jednego z naszych stałych czytelników.
Na dowód przytaczam jego fragment:

…Bardzo mnie ten fakt poruszył! Dlatego też postanowiłem podzielić się z Waszą Redakcją ciekawą informacją – dochodzenie w sprawie wycieku danych zostało umorzone! Moim zdaniem jest to po prostu kpina polskiego wymiaru sprawiedliwości i farsa! Wiem o tym z pierwszej ręki, ponieważ dostałem odpis postanowienia o umorzeniu śledztwa w tej sprawie, jako że jestem jednym z wielu osób poszkodowanych. Według mnie sprawa wymaga wielkiej inicjatywy społecznej jak największego grona osób, które także dostały takie pisemko, by proceder tuszowania sprawy w zarodku ukrócić! Ja osobiście mam już dość tych afer, męczy mnie to ciągłe przepychanie się na szczeblach władzy, a przede wszystkim marnotrawienie moim zdaniem publicznych pieniędzy. Szanowna Redakcjo – może zechcielibyście zainteresować się tym jakże ważnym dla naszego miasta tematem działania naszego lokalnego Wymiaru Sprawiedliwości i po części jego nieudolnością. Moim zdaniem jest to temat dość interesujący… Paweł Adamski (imię i nazwisko zostały zmienione)

Sprawa nie dotyczy tylko tego jednego czytelnika, bo odpis postanowienia zgodnie z prawem doręczony został do 204 pokrzywdzonych osób, których wrażliwe dane osobowe znajdowały się na znalezionym pendrive’ie.

  •  
  •  
  •  
  •   
  •  
  •  

Byłeś świadkiem wypadku? Stoisz w gigantycznym korku? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie? Poinformuj o tym innych mieszkańców Pruszkowa, Grodziska i okolic. Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.