Szkolna afera w Otrębusach ucichła, ale spór nadal trwa

Otrębusy

Wracamy do tematu. Choć kontrowersyjny wypadek zdarzył się 29 listopada ubiegłego roku to, do dziś sprawa nie została do końca wyjaśniona. Ojciec poszkodowanego dziecka obstaje przy swoim, zaś szkoła podtrzymuje własną wersję zdarzeń.

Przypomnijmy. W Szkole Podstawowej im. Wł. Puchalskiego w Otrębusach na szkolnym korytarzu bawiły się dzieci. W pewnym momencie doszło do przykrego incydentu, w którym ucierpiał 10-letni Tymoteusz. Chłopiec został popchnięty przez dwóch kolegów z klasy i upadł uderzając głową w posadzkę. Jego ojciec zaraz po wypadku opublikował długi wpis na stronie facebookowej burmistrza gminy Brwinów, stwierdził, że jego syn został „zmasakrowany”.

Minęło kilka miesięcy od tego kontrowersyjnego wypadku. Jednak emocje nie do końca opadły. – Niedawno wyszliśmy z synem ze szpitala po tygodniowym pobycie. Pojawiły się u niego bóle i zawroty głowy. Na szczęście wszystko jest w porządku w sensie fizycznym, bo psychicznie nie jest najlepiej. Staramy się o indywidualne nauczanie dla Tymka, myślimy, że będzie to korzystne rozwiązanie. Rodzice dzieci, które przyczyniły się do tego zdarzenia, chcą nam wytoczyć sprawę o pomówienie. Wynajęli kancelarię prawną, która wezwała nas do przeprosin za moje rzekome pomówienia – mówi portalowi WPR24.pl Arkadiusz Janczak, ojciec poszkodowanego dziecka. 

W piśmie z kancelarii wezwano ojca Tymoteusza do usunięcia wszelkich wpisów na portalach społecznościowych i w mediach na temat tego zdarzenia, a także wysłanie oficjalnego pisma z przeprosinami. Według adwokata wszystko to godzi w dobre imię dwóch uczniów, którzy: –  Nie przewidując następstw tego co robią, doprowadzili do upadku swojego kolegi – wyjaśniała nam w ubiegłym roku Urszula Wojciechowska, dyrektor szkoły w Otrębusach.

26 stycznia tego roku Arkadiusz Janczak zwrócił się z pismem do Ministerstwa Edukacji Narodowej oraz brwinowskich radnych o pomoc w zażegnaniu eskalacji konfliktu, jednocześnie opisał całą sprawę. – Szkoła zbagatelizowała cały incydent, nazywając całe zajście „zabawą”, w której szkoła „stanęła” na wysokości zadania. W opinii większości nauczycieli nic wielkiego się nie wydarzyło. Dziecko o własnych siłach poszło do pielęgniarki, szkoła wezwała karetkę, samo poszło do karetki a karetka przecież nie wyjechała na sygnale. Przerażające, jak można manipulować ludźmi. Po przesłanej opinii Mazowieckiego Kuratora Oświaty z której niewiele wynika, dyrekcja nabrała pewności siebie. „Nic się nie stało”, a ojciec działa tylko na szkodę szkoły. Jej stronę i argumenty podtrzymuje obecny jej zwierzchnik – Burmistrz gminy Brwinów – pisze Janczak.

Jaką rolę odegrało tutaj Kuratorium Oświaty w Warszawie? W tej sprawie skontaktowaliśmy się z rzecznikiem prasowym Andrzejem Kulmatyckim. Usłyszeliśmy, że dyrektor szkoły została zobowiązana przez kuratorium do zapewnienia bezpieczeństwa zarówno psychicznego jak i fizycznego poszkodowanemu 10-latkowi, wystąpienie o pomoc w rozwiązaniu konfliktu do mediatorów oraz ponownego przeanalizowania procedur powypadkowych. 

To nie koniec tej sprawy, swój finał znajdzie ona najpewniej w sądzie. Warto tu przypomnieć, że w ubiegłym roku ojciec poszkodowanego 10-latka złożył doniesienie na policję.

  •  
  •  
  •  
  •   
  •  
  •  

Byłeś świadkiem wypadku? Stoisz w gigantycznym korku? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie? Poinformuj o tym innych mieszkańców Pruszkowa, Grodziska i okolic. Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.