Kubicki: Nie zastanawiałem się długo

Piłka Nożna

Dariusz Kubicki podjął się trudnego wyzwania. Na jego barkach leży ciężar wyciągnięcia Znicza Pruszków z ostatniego miejsca w I lidze. Były trener Legii Warszawa widzi postęp w grze żółto-czerwonych.

Znicz znajduje się w trudnej sytuacji, jednak podjął się pan zadania wyciągnięcia zespołu z ostatniego miejsca w tabeli. Pierwszy mecz i zwycięstwo. W kolejnym porażka, ale drużyna wygląda nieco lepiej.
Najważniejsze w futbolu jest to, żeby zwyciężać. Jestem niezadowolony z wyniku osiągniętego w Siedlcach (0:1 – przyp. red.). Przynajmniej chciałem zremisować to spotkanie. Nie mogę mieć pretensji do drużyny, czasami takie mecze się zdarzają. Wychodzili z siebie, żeby wywieźć choć jeden punkt. Widać, że gra sprawia im radość i przyjemność. W naszej sytuacji musimy to przełożyć na punkty.

Ma pan ogromne doświadczenie i zderzył się z niejedną sytuacją. Czego potrzeba Zniczowi, żeby odbił się od dna?
Do wszystkiego, co się robi w życiu trzeba podchodzić z wiarą. Cały czas docieram do ich głów i powtarzam, że mogą rywalizować z każdym zespołem w I lidze. Z dnia na dzień wygląda to coraz lepiej. Miejmy nadzieję, że będzie miało to przełożenie na wyniki.

Podjął pan decyzję o zmianie kapitana. Czy to sposób, aby pokazać, kto rządzi w zespole?
Pierwsza rzecz, w każdej drużynie, którą prowadzę decyduję o tym, kto jest kapitanem. Po drugie, w mojej ocenie niekorzystnym rozwiązaniem jest nadawanie opaski bramkarzowi. Z tego względu, że ma utrudniony kontakt z sędzią podczas meczu. Stąd zmiana. Nie miałem żadnych zarzutów do Piotrka Misztala. Uważałem, że kapitanem powinien być zawodnik z pola i został nim Maciej Mysiak.

W Zniczu gra pański syn – Patryk. Niektórzy już wietrzą, że teraz będzie przebywał więcej na boisku.
Nie moją winą jest to, że klub, w którym występuje mój syn zaproponował mi pracę. To nie jest komfortowa sytuacja – ani dla mnie, ani dla niego. Dowodem jest zadane pytanie. Aczkolwiek nie traktuję go ani lepiej, ani gorzej, lecz tak samo jak innych zawodników.

Po kilku latach wrócił pan do Pruszkowa. Dużo się zmieniło?
Nad propozycją pracy w Zniczu nie zastanawiałem się długo. Z racji tego, że występuje tu mój syn. Od 2-3 lat, również za mojej wcześniejszej przygody, klub jest stabilny finansowo. Nie ma żadnych zaległości. Wtedy łatwiej można stawiać wymagania zawodnikom i nawiązać dialog. To też miało bardzo duże znaczenie, że podjąłem wyzwanie.

Byłeś na meczu i zrobiłeś ciekawe zdjęcie? A może nagrałeś filmik jak kibice cieszą się z wygranej? Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.