Przeterminowane problemy wyborcze w Pruszkowie

Region

Przewodniczący komisji wyborczej chciał zgłosić zastrzeżenia do organizacji jej działania. W jednym biurze go zignorowali, w drugim zamknęli drzwi.

Przewodniczący jednej z komisji wyborczej w Pruszkowie Wojciech Piasecki zauważył, że szkoła, w której mieścił się lokal, nie zapewniła osobom pracującym przy wyborach odpowiednich warunków. Ponieważ uchybienia nie miały wpływu na przebieg głosowania, postanowił zgłosić je dwa dni później.

– Zastrzeżeń było wiele – mówi Wojciech Piasecki. – Karty i inne materiały wyborcze miały być przechowywane w zamkniętej metalowej szafie, a w rezultacie przez 20 godzin leżały niezabezpieczone na ławkach w sali lekcyjnej. Poza tym ani w sobotę, ani w niedzielę nie mieliśmy dostępu do telefonu.

W szkole działały trzy komisje, a drukarka była tylko jedna. Mimo że komisja skończyła liczenie wyników o godz. 1., w budynku musiała zostać jeszcze cztery godziny. Tyle czasu zajęło jej wydrukowanie wszystkich protokołów.

Przewodniczący nie znalazł w protokołach miejsca na zastrzeżenia w sprawach organizacyjnych, postanowił więc zgłosić swoje uwagi w terenowej komisji wyborczej w Pruszkowie.

– Poszedłem do urzędu miejskiego, by zapytać, gdzie mogę zgłosić swoje uwagi – opowiada Wojciech Piasecki.

– Urzędniczka powiedziała, że komisja wczoraj skończyła pracę i już jej nie ma, więc muszę sam załatwiać swoje sprawy.

Z takim sposobem rozwiązania problemu nie zgadza się wiceprezydent Pruszkowa Andrzej Kurzela. – Jeśli skarga dotyczyła warunków pracy w komisji, urzędniczka powinna poprosić o opisanie nieprawidłowości na piśmie, przyjąć je, a następnie nadać sprawie służbowy bieg – tłumaczy. – Przewodniczący może też przyjść do ratusza w poniedziałek. To jest dzień, gdy prezydent spotyka się z interesantami, a protokolant zapisuje wszystkie wnoszone sprawy.

Wojciech Piasecki postanowił zainteresować sprawą wojewódzkiego komisarza wyborczego. W jego biurze kazano mu napisać pismo. – Nie wiedziałem, jak je przygotować, więc poprosiłem o kilka wyjaśnień, żeby spełniało wszystkie wymogi formalne – mówi. – Od pani, z którą rozmawiałem, dowiedziałem się, że dział prawny jest piętro wyżej i tam wszystko mi powiedzą.

W Wydziale Prawnym urzędnicy się zdziwili, ponieważ jest to komórka urzędu wojewódzkiego. Ten z komisarzem ma tylko tyle wspólnego, że wynajmuje mu lokal na czas wyborów.

– Wróciłem na dół, ale zamknięto przede mną drzwi. – wspomina pan Wojciech. – Wszedłem drugimi, to mnie wyrzucili. Czekałem kilkadziesiąt minut, aż w końcu udało mi się zdobyć nazwisko osoby, która wprowadziła mnie w błąd.

W biurze komisarza o sprawie mówią niechętnie. – Pismo w końcu do nas dotarło, komisarz rozpatrzy je najszybciej, jak tylko się da – słyszymy w słuchawce.

Źródło: Życie Warszawy

  •  
  •  
  •  
  •   
  •  
  •  

Byłeś świadkiem wypadku? Stoisz w gigantycznym korku? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie? Poinformuj o tym innych mieszkańców Pruszkowa, Grodziska i okolic. Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.