Nie chcą masztu w swojej wsi

Raszyn

Mieszkańcy Laszczek (gm. Raszyn) nie zgadzają się na postawienie w swojej miejscowości wysokiego masztu telekomunikacyjnego.

Ponad 60-metrowa konstrukcja ma powstać na jednej z prywatnych działek. Właściciel nieruchomości podpisał już umowę dzierżawy gruntu ze spółką P4, operatorem sieci komórkowej Play. To nie podoba się mieszkańcom Laszczek, bo maszt stanąłby w samym sercu niewielkiej miejscowości. – Nie oszukujmy się, w przypadku budowy kilkudziesięciometrowego masztu telefonii komórkowej nieruchomości w promieniu 500 metrów stają się bezwartościowe. Promieniowanie nie będzie szkodliwe dla zdrowia? Tylko kto z nas w to wierzy? – czytamy w proteście umieszczonym na portalu Facebook. – To nie tylko 60-metrowy maszt telefonii, ale też internetu, z dużym polem oddziaływania. W dodatku ma być na nim miejsce na dokładanie anten – twierdzi pani Monika.

Gmina też będzie walczyć
Walkę z planami budowy masztu zapowiadają władze gminy Raszyn, jednak zaznaczają, że w przypadku powołania się na tzw. specustawę telekomunikacyjną (ustawa z 7 maja 2010 r. o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych), ich sprzeciw może okazać się nieskuteczny. – Nie jesteśmy zadowoleni z tych planów z dwóch powodów. Po pierwsze, nie spotykają się one ze społeczną akceptacją, a po drugie – musimy rozstrzygać w sprawie, w której jesteśmy postawieni pod murem. Ustawa polega bowiem na tym, że nie możemy wydać zakazu – przyznaje Mirosław Chmielewski, pełnomocnik wójta gminy Raszyn ds. rozwoju. – Postaramy się jednak zrobić wszystko, co w naszej mocy – zaznacza.

Gmina zamówiła ekspertyzę, która ma ocenić wpływ tego typu konstrukcji na środowisko i mieszkańców. – Oddaliśmy sprawę w ręce specjalistów, którzy wypowiedzą się czy jest to groźne. Inna sprawa, że też potrzebne, bo każdy z nas używa telefonu komórkowego. Zasada powinna być taka, że nadajniki powinny być zlokalizowane w miejscach, gdzie budynków mieszkalnych jest jak najmniej, np. przy trasach. A w Laszczkach jest typowa „mieszkaniówka” – mówi Chmielewski.

Co gmina może w tej sprawie zrobić? – Inwestor działając w granicach prawa i składając do nas wniosek przedstawia tzw. kartę inwentaryzacyjną, w której sam stwierdza, że ze względu na parametry techniczne przewidziane w rozporządzeniach, jego zamiary nie wymagają raportu oddziaływania na środowisko. Właśnie „nie wymaga” jest kluczem do sprawy – wyjaśnia Chmielewski. – Obowiązuje domniemanie prawdy, więc traktujemy słowo pisane jako prawdziwe. Mimo to wszczęliśmy postępowanie, które wyjaśni czy to urządzenie teraz lub w przyszłości będzie wymagało raportu oddziaływania na środowisko – dodaje.

Prawo głosu
W praktyce oznacza to, że wniosek inwestora musi czekać na decyzję władz gminy, a te nie podejmą jej do momentu otrzymania opinii ekspertów. Jak przekonuje Mirosław Chmielewski, w powstrzymaniu budowy masztu na korzyść gminy i mieszkańców działa fakt, że teren ten nie ma planu zagospodarowania przestrzennego. – Gdyby funkcjonował plan nie zawierający zapisów zabraniających, inwestor składałby tylko wniosek o pozwolenie na budowę do starostwa powiatowego, a urząd ten nie widząc przeciwwskazań by je wydał. Brak planu powoduje, że jeszcze jeden organ ma prawo głosu i jest to gmina – mówi pełnomocnik wójta.

  •  
  •  
  •  
  •   
  •  
  •  

Byłeś świadkiem wypadku? Stoisz w gigantycznym korku? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie? Poinformuj o tym innych mieszkańców Pruszkowa, Grodziska i okolic. Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.