Można było „poszarpać się” tą gotówką

Wywiad

Druga (ostatnia) część rozmowy z Jarosławem Sokołowskim, ps. „Masa”, byłym członkiem gangu pruszkowskiego, świadkiem koronnym.

Kiedy rozpoczęły się lata 90-te dużo się zmieniło. Wtedy też zaczęliście „zarabiać” duże pieniądze.
– Większe sumy pojawiły się po napadach na TIR-y. Taki jeden pojazd to 480 tys. paczek papierosów, każda za 1 dolara. Wychodził bardzo ładny rachunek.

Na czym jeszcze „zarabiał” gang?
– Wspomniane TIR-y, potem narkotyki. W zasadzie każdy okres miał swoje domeny, według których zarabiało się pieniądze. W latach 1995-1996 zaczynał się pojawiać hazard i maszyny do gry. Jako pierwszy zaproponował mi taki biznes Korek, ale zbagatelizowałem sprawę. Zająłem się tym później. Na początku 1998 roku wysłałem chłopaków po całej Polsce i jak oni mi wtedy przynieśli ponad półtora miliona dolarów… Naprawdę musiałem trzymać ciśnienie z wrażenia. Taki dumny wiozłem wtedy to „siano” Pershingowi… To było coś wielkiego!

Niezła suma. Za jaki czas?
– Za miesiąc. Ale później było więcej. Mijały kolejne miesiące, co jeden to suma wzrastała. Doszliśmy do stanu, gdzie stale przynoszono nam ponad 3 mln dolarów miesięcznie. 

Roztrwoniliście te pieniądze, czy wiedzieliście co z nimi zrobić? 
– Można było „poszarpać się” tą gotówką. To był taki pieniądz, że mogliśmy myśleć z Pershingiem czy otworzyć wytwórnię płyt, albo coś innego robić. Maszyny to naprawdę był przełom. Pierwsza dziedzina od wielu lat, która przeskoczyła narkotyki, i to zdecydowanie.

Nawet narkotyki?
– No tak. Z koksu miałeś dużo, ale nie aż tyle. Z 15 tys. dolarów robiliśmy około 90 tys. Nie muszę chyba nic dodawać…

Jak działał system hazardowy gangu pruszkowskiego?
– Szliśmy do gościa, który miał takie maszyny i mówiliśmy, że możemy zagwarantować ochronę i dać mu miejsca do ich postawienia. Właściciele musieli nam płacić 100 dolarów komornego od każdej maszyny i robili to bardzo chętnie, wręcz lgnęli do nas. Zresztą mieli ogromne zyski. Przykładowo: dostałem kiedyś taką maszynę, pokerka. Postawiłem ją na PKP, grali tam taksówkarze i ludzie z poczekalni. W miesiąc wyciągałem 20 tys., więc co to dla takiego gościa dać 100 dolarów od maszyny?

Ale jak ze 100 dolarów robiło się 3 miliony, i to miesięcznie?
– Takich maszyn był w całej Polsce ogrom. A zbieraliśmy od wszystkich. Stąd brały się te miliony. Dla przykładu: na swój samochód odkładałem dwa dni – 517 tys zł. 

Trudno mi uwierzyć, że to wszystko było legalne. 
– Maszyny to był zupełnie legalny biznes dla nas. 

Były jeszcze bardziej opłacalne interesy?
– No, jak otworzyliśmy „Italmarce” to był zupełny legal i przynosił krocie. Już w I kwartale 2000 roku mieliśmy oddać miliard złotych do skarbu państwa. Jest zarobek, jest podatek – proste. Ponadto byłem armatorem, miałem kilka statków na Odrze. 

Nielegalny biznes przestał się opłacać?
– Oczywiście, że nie… Jednak nie był już tak bardzo dochodowy. Poza tym chcieliśmy z Pershingiem odejść od tego całego syfu i zostawić sobie automaty oraz „Italmarce”. Mielibyśmy nie tylko kupę pieniędzy, ale i masę miejsc pracy.

100. „Forbesa” była osiągalna?
– To spokojnie…

Teraz nie o pieniądzach. Jak wyglądałby Pruszków, gdyby „Masa” nie został świadkiem koronnym?
– Niebezpiecznie. Kiedy poszedłem siedzieć to Parasol zrzeszył sobie wszystkie młode łby. Przedtem temperowałem trochę tę młodzież, mówiłem, że tu jest nasza sypialnia i nie macie prawa nic robić we własnym gnieździe. A tak jak poszedłem do „puchy” wszystko się zmieniło. Każdy kiosk, warzywniak, zieleniak musiał płacić pieniądze. To naprawdę szło w złym kierunku.

Czyli mocno urośliby w siłę?
– Nie wiem jakby potoczyły się ich dalsze losy. Ale gdy zostałem świadkiem koronnym to przekazałem policji nasze operacyjne techniki zarabiania pieniędzy. Złapali się za głowę… Powiedzieli mi, że pchnąłem ich o 10 lat do przodu.

Jak działają dawni „koledzy”? Co robią?
– Niektórym wiedzie się lepiej, innym gorzej. Kombinują na różne sposoby, ale w zasadzie w ogóle mnie to nie interesuje. 

Jaki jest dziś najlepszy biznes dla tej „nielegalnej strefy”?
– Głównie papierosy, ich nielegalna produkcja, ale też i narkotyki.

To jaki jest nasz dzisiejszy Pruszków? 
– To jest zupełnie normalne miasto. Ale w każdej miejscowości, gdzieś tworzą się struktury przestępcze. Tak samo jak i kolesiostwo. Najbardziej zatrważa mnie to, że nadal jest ta podatna na wpływy młodzież. Oni budują taką kastę wpisującą się w retorykę starych pruszkowskich. To co było w latach 80-tych na Komorowskiej, o czym mówiłem w pierwszej części rozmowy, przekłada się na dzisiejsze czasy. Nie mówimy o jakiejś dużej skali, ale jest coś takiego. I to jeszcze w dzisiejszych czasach? To jest chore. 

A korupcja? 
– Pruszków to zupełnie inne struktury i inni dziś ludzie. Jednak policja nadal nie odbudowała swojego zaufania. Kiedy CBŚ planuje cokolwiek, pruszkowscy funkcjonariusze nic o tym nie wiedzą. Natomiast przekupni policjanci to pojedyncze przypadki. Przecież taki policjant dzisiaj powinien się bać, bo BSW szaleje.

Czym zajmuje się dzisiaj „Masa”?
– Szeroko pojętym biznesem. Jeżeli dałem sobie radę z tak wielką strukturą jak grupa pruszkowska, to chyba nie jestem najgorszym menedżerem? Poza tym realizuję swój plan życiowy. Noszę się z zamiarem otwarcia obiektu, gdzie będzie rekonwalescencja kardiologiczna.

Film „Pitbull. Nowe Porządki”. Co pan o nim sądzi? Reżyser zastrzega, że jest to bardzo realistyczna produkcja.
– Vega nie ma pojęcia o świecie gangsterskim, a to co mu ktoś tam opowiada jest mocno ukolorowione. Trzeba podkreślić, że jest to scenariusz totalnie fabularny, pod każdym względem. Natomiast sam film fajnie się ogląda, dobrze zrobiony, świetnie się podobno sprzedał. 

Wiele osób zarzuca panu, że podaje nieprawdziwe informacje. A książki z cyklu „Masa o…” to fikcja.
– Ja nic nie ukrywam. Wszystko co opisuję i wszystko co zrobiłem wchodzi mi w pakiet umorzeń. Dlatego mogę opowiadać tak, jak było naprawdę. I robię to. Nie mam żadnych hamulców. Taki Słowik czy Dziad chcieli coś ugrać na swoich książkach, kogoś oczernić, czy nasłać podejrzenia. Nie mogą być szczerzy nawet z punktu widzenia prawnego, a ja mogę. Ponadto gdzieś… 14 lat nie dotykałem tego tematu tak dogłębnie. W końcu miałem dość nieuporządkowanych i często nieprawdziwych informacji, które publikowali dziennikarze śledczy.

Pierwszą część wywiadu możesz przeczytać tu.

  •  
  •  
  •  
  •   
  •  
  •  

Byłeś świadkiem wypadku? Stoisz w gigantycznym korku? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie? Poinformuj o tym innych mieszkańców Pruszkowa, Grodziska i okolic. Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.