Kolejka do specjalisty

Region

Poradnie specjalistyczne w województwie pękają w szwach. Pacjenci na przyjęcie do lekarza czekają miesiącami. Dramat zaczyna się, już w połowie roku, gdy wyczerpują się limity na wizyty do danego specjalisty. Pozostaje wówczas liczyć na to, że ktoś zrezygnuje i wskoczy się na jego miejsce w kolejce.

Całemu zamieszaniu winne są zbyt niskie limity na przyjęcia chorych, przewidziane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Te określane są w półrocznych kontraktach zawieranych pomiędzy przychodniami specjalistycznymi, a płatnikiem. Niewystarczającą liczbę wizyt, Fundusz od lat tłumaczy tak samo. Z jednej strony zbyt małą ilością lekarzy specjalistów, z drugiej zaś brakiem pieniędzy w budżecie. W efekcie tak minimalistycznej polityki limity wizyt do lekarzy wyczerpują się błyskawicznie.

Pan Tadeusz Niemirski na początku lipca stawił się w przychodni przy ul. Warsztatowej. Na wizytę do urologa przyjechał z Otrębus. Czekał na nią trzy miesiące. Mężczyzna musi być pod stałą kontrolą lekarza, przeszedł kilka ciężkich operacji. – Po wyjściu z gabinetu od razu zapisałem się na kolejną wizytę. Ta też za parę miesięcy, bo w październiku. To niepojęte, że tyle się czeka. To nie wina lekarzy, tylko chorego systemu – mówi 73-letni pan Tadeusz. Nie kryje, że czasem obawia się, co zrobi, gdy będzie potrzebował wcześniejszej konsultacji z urologiem. Na prywatną wizytę nie może sobie pozwolić. – Mam 890 zł emerytury. Na same leki miesięcznie wydaję średnio 300 zł. Nie stać mnie na wydanie 100 zł by pójść do specjalisty prywatnie – dodaje.

W podobnej sytuacji jest wielu pacjentów. Pan Władysław z Piastowa czekał aż cztery miesiące by dostać się do kardiologa. Jest po ciężkim zawale, więc tym bardziej nie rozumie dlaczego skazuje się ludzi na wielomiesięczne oczekiwanie, by dostać się do specjalisty. – Człowiek nie ma wyjścia. Gdybym pilnie potrzebował iść do lekarza, to pozostaje tylko prywatna, odpłatna wizyta. Dla mnie emeryta, 100 zł, to duży wydatek – mówi pan Władysław.

Wielu pacjentów frustruje to, że przez okres całego życia zawodowego płacili składki zdrowotne, a gdy potrzebują pomocy, system publicznej opieki zdrowotnej skazuje ich na wielomiesięczne czekanie na wizytę u lekarza. Pruszków w tej kwestii, na tle województwa nie odbiega od normy. Spróbowaliśmy zarejestrować pacjenta do kardiologa w pruszkowskiej przychodni specjalistycznej przy ul. Warsztatowej. Tylko dlatego, że ktoś zapisany do specjalisty zrezygnował, udało nam się wskoczyć na jego miejsce. Termin niezbyt odległy, bo już… końcówka września. Udało się, bo mieliśmy farta. Do innego lekarza tej samej specjalizacji, już do końca roku nie ma wolnych terminów. Limit po prostu się wyczerpał. Rejestratorka polecała dzwonienie i dopytywanie się czy ktoś nie zrezygnuje.
Z danych ministerstwa zdrowia w tej poradni na wizytę go kardiologa czeka 485 osób. A średni czas oczekiwania wynosi 206 dni. Część z nich, może wizyty nie dożyć.

  •  
  •  
  •  
  •   
  •  
  •  

Byłeś świadkiem wypadku? Stoisz w gigantycznym korku? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie? Poinformuj o tym innych mieszkańców Pruszkowa, Grodziska i okolic. Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.