Każda z naszych interwencji jest inna

Wywiad

WOJCIECH DIADIA, szef pruszkowskiej i grodziskiej bazy pogotowia ratunkowego Falck Medycyna, opowiada nam o pracy pogotowia, nietypowych wezwaniach

Jak wygląda praca pogotowia w Pruszkowie?
– Mamy tu do czynienia z dużą liczbą interwencji internistycznych, kardiologicznych, neurologicznych, bardzo mało „urazówki”. Jest niewiele wypadków komunikacyjnych. Pod tym względem Pruszków i Grodzisk są podobne. Jak rozpoczynaliśmy tutaj pracę, myśleliśmy, że ze względu na sąsiedztwo trasy katowickiej i autostrady wypadków będzie więcej, a to znikoma część naszych wyjazdów. Wypadki częściej zdarzają się w domach i w gospodarstwach.

Zdarzają się ekstremalne przypadki?
– Każda interwencja jest inna, a było ich bardzo dużo. Pamiętam jednak wypadek na złomowisku, gdzie chłopak został przygnieciony przez łyżkę od koparki.

Czy oprócz ludzkich nieszczęść bywają też sytuacje zabawne?
– Tak. Najczęściej dotyczy to osób starszych, które przebywają same, potrzebują zwykłego ludzkiego wsparcia i wzywają pogotowie, żeby mieć z kim porozmawiać. Gdy przyjeżdżamy na miejsce okazuje się, że wszystkie parametry życiowe są w normie, a pacjent po prostu chciałby pogadać. Wtedy pojawiają się tematy do rozmowy, często zabawne.

Nieuzasadnione wezwania to duży problem?
– W Pruszkowie wielu osób nie zdaje sobie sprawy, że jest coś takiego jak nocna pomoc lekarska, ani gdzie ona się znajduje. Ale jak już otrzymujemy wezwanie, to nie zastanawiamy się, czy ono jest uzasadnione, czy nie. Najpierw należy zająć się pacjentem. I po udzieleniu pomocy wyjaśniamy, gdzie następnym razem szukać pomocy. Bo pogotowie np. nie wypisuje recept.
 
O czym powinno się pamiętać przy wzywaniu pogotowia?

– Podstawowa zasada to nie dyskutować z dyspozytorem. On jest od tego, żeby zebrać wywiad medyczny, określić czy to wezwanie dla pogotowia. Niestety, często wywiązuje się przepychanka słowna, na czym cierpi pacjent. To zajmuje czas i kosztuje nerwy. Na pytania odpowiadajmy precyzyjnie. Ostatnio mieliśmy przypadek kierowcy z nadciśnieniem tętniczym, który zgłaszał, że jest w miejscowości Wolica. Zanim go znaleźliśmy, przejechaliśmy 56 kilometrów w jego poszukiwaniu. Okazało się, że pacjent był w zupełnie innym miejscu, na węźle Konotopa. Karetka zniknęła więc na 1,5 godziny. W takich sytuacjach ludzie denerwują się, że dyspozytor nie przyjmuje innych zgłoszeń. A jak ma je przyjąć? Musi trzymać jedną karetkę do nagłych wezwań – zatrzymania krążenia, świeżych udarów, zawału, duszności, wypadków komunikacyjnych. Przy okazji chciałbym zaapelować o lepsze oznakowanie budynków na nowym osiedlu przy ul. Działkowej w Parzniewie. My tam niestety często błądzimy i tracimy czas na dopytywanie, gdzie jest dany blok.

Czy po pracy ratownik medyczny ma jeszcze czas i siłę na osobiste hobby?
– Większość z nas ma jakąś pasję poza pracą. Ale to też się łączy, bo jedni biegają, inni ćwiczą, dbają o kondycję fizyczną, ponieważ trzeba pamiętać, że my pacjentów nosimy. A posiadamy takie same kręgosłupy jak każdy człowiek. Najszybciej wyładowujemy się jednak na meczach piłkarskich, jest duża grupa kibiców wśród ratowników.

  •  
  •  
  •  
  •   
  •  
  •  

Byłeś świadkiem wypadku? Stoisz w gigantycznym korku? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie? Poinformuj o tym innych mieszkańców Pruszkowa, Grodziska i okolic. Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.