Gmina tonie…

Region

Podtopienia prywatnych posesji, zalane podjazdy do domów, woda stojąca na polach – z takim dramatem walczą mieszkańcy i władze gminy Raszyn. Skala problemu jest olbrzymia. Na razie ratunkiem są działania doraźne. Potrzebne są rozwiązanie systemowe. Gmina ma takie.

Lokalne podtopienia w gminie Raszyn na dużą skalę dały o sobie znać po raz pierwszy w zeszłym roku. Od tego czasu, to jedna z największych bolączek mieszkańców i lokalnych władz. Poziom wód gruntowych na terenie nisko położonej gminy jest obecnie wyższy o ponad metr. – Ziemia jest tak nasączona, że nawet po małym deszczu w gminie rozdzwaniają się telefony z prośbami o pomoc w wypompowaniu wody – mówi zastępca wójta Mirosław Chmielewski. Zapytany o mapę najczęstszych zalań i podtopień, wymienia: okolice ulic Przelotowej i Granicznej w Jankach, rejony ul. 6 Sierpnia w Słominie i Sękocinie, ulice Zielona i Złota w Podolszynie Nowym, teren ulic Długiej i Starzyńskiego w Dawidach Bankowych, ulice Azalii i Magnolii w Falentach – tu już jest projekt zmieniający odprowadzenie wód za pomocą rurociągu.

Zaniechania i bezmyślność

Wśród grzechów zaniechania, które przyczyniają się do lokalnych podtopień, wicewójt Chmielewski wymienia przydrożne rowy. W większości mają ponad 20 lat. Nie były konserwowane, przez co nie spełniają swoich funkcji. Wiele z nich zostało zasypanych w trakcie inwestycji drogowych. Traktowane są też przez mieszkańców, jak wysypiska, do których trafia gruz, skoszona trawa, gałęzie. Wszystko to blokuje przepływ wód. – Tam gdzie to jest możliwe, są one odtwarzane, by mogły zbierać wodę z jezdni i posesji znajdujących się przy drogach. To jeden z podstawowych elementów uregulowania gospodarki wód opadowych. Kolejna rzecz to odtworzenie przepustów łączących przydrożne rowy – wylicza wicewójt.

Na terenach, które teraz zamieniły się w jeziora, zdarzały się kuriozalne przejawy ludzkiej bezmyślności. Do instalacji melioracyjnych wypompowywano szambo, co przyczyniło się do degradacji urządzeń melioracyjnych.

Mieszkańcy Falent z kolei spiętrzyli wody, budując wał przeciwpowodziowy przy ul. Azalii. Zwiększyło to ciśnienie wody zalegającej na polu i zalało posesje. Teraz na jednym z płotów wisi transparent: „Chcemy naprawy melioracji”. Gminach, choć nie jest właścicielem tamtejszych gruntów, w ramach doraźnej pomocy wykopała przydrożny rów odprowadzający wody powierzchniowe. – Apelujemy, by samodzielnie nie budować takich wałów, bo może to powodować zagrożenie podtopieniami – ostrzega Mirosław Chmielewski.

Działania doraźne, jak syzyfowa praca Gmina kupiła pompę, która niczym pogotowie jeździ w te miejsca, gdzie sytuacja jest alarmująca. W poniedziałek natrafiliśmy na nią w Podolszynie Nowym, gdzie przy ul. Złotej woda stała po kolana. – Przy budowie ul. Zielonej nie powstały przepusty. Ale jesteśmy na dobrej drodze, by porozumieć się z sąsiadującą gminą Lesznowolą i odtworzyć przydrożne rowy wraz z przepustami – dodaje Chmielewski. Nadmienia, że gmina od 2007 r. ma koncepcję odprowadzania wód opadowych. To pierwszy krok do stworzenia studium wykonalności, które ma powstać do połowy roku.

– Mam nadzieje, że od przyszłego roku będziemy sukcesywnie wprowadzać w najbardziej zagrożonych podtopieniami częściach gminy rozwiązania porządkujące gospodarkę wodną. Chodzi o modernizację i odtwarzanie rowów przydrożnych wraz z przepustami oraz tworzenie kanałów deszczowych. Nie obejdzie się bez przygotowania zbiorników retencyjnych na odbiór wód opadowych – kończy Mirosław Chmielewski.

  •  
  •  
  •  
  •   
  •  
  •  

Byłeś świadkiem wypadku? Stoisz w gigantycznym korku? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie? Poinformuj o tym innych mieszkańców Pruszkowa, Grodziska i okolic. Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.