BGŻ Arena tonie w mroku

Region

Problemy finansowe Polskiego Związku Kolarskiego odbiły się na działalności pruszkowskiego toru BGŻ Arena. Od kilkunastu dni nie ma tam prądu, ogrzewania i łączności.

Tor kolarski BGŻ Arena działa w Pruszkowie przy ul. Andrzeja od 2008 r. To jeden z trzech najnowocześniejszych obiektów tego typu na świecie. Do tej pory odbywały się tutaj zawody kolarskie światowej rangi oraz imprezy rozrywkowe, takie jak np. „Eska Music Awards”.

Problemy pojawiły się już na początku

Budowę toru poprzedziły protesty organizacji ekologicznych, które sprzeciwiały się powstaniu tak dużej inwestycji na pruszkowskim osiedlu Wyględówek, m.in. z powodu strefy ochronnej pewnych gatunków ptaków, która – zdaniem ekologów – tu się znajdowała. Władze miasta, które przekazały grunt w wieczyste użytkowanie Polskiemu Związkowi Kolarskiemu, oraz sam związek protestami się nie przejęły. Obiekt, choć z trudnościami, jednak powstał.

Potem było tylko gorzej

Głównym wykonawcą toru kolarskiego w Pruszkowie była firma Mostostal Puławy. Efektem współpracy przedsiębiorstwa z Polskim Związkiem Kolarskim jest dług w wysokości 5,3 mln zł. Obecnie w tej sprawie prowadzone są rozmowy ugodowe. Ale to nie jedyny problem związku. Tuż obok toru kolarskiego BGŻ Arena wybudowano czterogwiazdkowy hotel „Victor”. Najwyższa Izba Kontroli oskarżyła działaczy organizacji o niegospodarność przy jego budowie. W tej sprawie do sądu wpłynęło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez ówczesnego prezesa PZKol Wojciecha Walkiewicza.

Prezes, czyli problemy

Wojciech Walkiewicz prezesem PZKol był w latach 1994–2010. Jak twierdzą osoby blisko z organizacją związane, ale proszące o zachowanie anonimowości, pozostawił związek zadłużony i w stanie rozkładu. 31 marca ubiegłego roku Walkiewicz podał się do dymisji. – Począwszy od 2010 r. Polski Związek Kolarski ma same długi i jest na skraju bankructwa – mówi Marcin Malzecki, obecny sekretarz generalny organizacji. Wraz z końcem 2010 r. ze sponsorowania PZKol zrezygnował Bank Gospodarki Żywnościowej. – Z przyczyn od nas niezależnych zakończyliśmy współpracę ze związkiem. Zgodnie z zawartą odrębną umową, pruszkowski tor nosi nazwę BGŻ Arena. Zarządzanie torem leży w gestii PZKol. Nie mamy wpływu na to, co tam się w tej chwili dzieje – mówi Aleksandra Myczkowska, rzecznik prasowy BGŻ.

Co dalej?

– Sam chciałbym wiedzieć. Mam nadzieję, że sytuacja się rozwiąże pomyślnie. Głównym problemem jest to, że podczas budowy tego obiektu nie zrobiono żadnej analizy dotyczącej jego funkcjonowania. Pozostaje tylko nad tym ubolewać. Dla nas ten tor jest kulą u nogi, ponieważ PZKol nie ma możliwości pokrywania kosztów jego utrzymania, które wynoszą ok. 150 tys. zł miesięcznie, co daje kwotę około 1 mln zł rocznie. W tej chwili zależy nam na przywróceniu wiarygodności PZKol wobec Ministerstwo Sportu i Turystyki. To pomogłoby uzyskać środki finansowe od sponsorów – mówi Marcin Malzecki. Nad przyszłością toru zastanawia się także Ministerstwo Sportu i Turystyki. – Ministerstwo na pewno nie pokryje długów zaciągniętych przez poprzednie władze PZKol, ale też nie chcemy zostawiać związku samego z tym problemem – mówi Jakub Kwiatkowski, rzecznik prasowy Ministerstwa Sportu i Turystyki. – 5 marca odbędą się wybory nowych władz PZKol i oczekujemy, że przedstawią nam plan naprawczy i wizję zarządzania torem. Jeżeli ten plan nie będzie satysfakcjonujący, to nie wykluczamy przejęcia toru przez skarb państwa. Wiceprezydent Pruszkowa Andrzej Kurzela w ubiegłym roku tak wypowiadał się na temat toru BGŻ Arena: „Tor, to dla miasta same korzyści. To nowe miejsca pracy, promocja miasta i czterogwiazdkowy hotel, jedyny w okolicy, to wreszcie promocja zdrowego trybu życia”.Czyli miało być pięknie, a wyszło jak zwykle.

  •  
  •  
  •  
  •   
  •  
  •  

Byłeś świadkiem wypadku? Stoisz w gigantycznym korku? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie? Poinformuj o tym innych mieszkańców Pruszkowa, Grodziska i okolic. Przesyłaj zdjęcia i informacje do redakcji WPR24.pl na adres e-mail: kontakt@wpr24.pl lub SMS i MMS pod nr tel. 600 924 925.